To forum wykorzystuje pliki cookie
To forum wykorzystuje pliki cookie do przechowywania danych logowania, danych o Twojej ostatniej wizycie, pliki cookie na tym forum śledzą również tematy, które przeczytałeś. Korzystanie z forum oznacza akceptajcę ustawień plików cookie. Możesz zmienić ustawienia plików cookie w dowolnym momencie w swojej przeglądarce.


Rakiety śnieżne
Wczoraj zamówiłem te rakiety ale nie wiem czy zdążą mi je dostarczyć do 2 stycznia bo wtedy wyjeżdżam w góry. Jak się uda to po powrocie podzielę się wrażeniami. Ważę 73kg

Odpowiedz
Nemesis miejmy nadzieję że dotrą bo teraz to one się przydadzą bardzo.
Jeśli potestujesz to skrobnij parę słów bo lada chwila zacznie się popyt na to ustrojstwo i lud będzie miał dość tani dostęp do źródełka. Jak pamiętam to w styczniu wszystkie sklepy nawet internetowe zostały ogołocone do cna ;-)

Odpowiedz
Ok, rakiety dotarły jeszcze przed wyjazdem, więc zabrałem je na kilka dni w Gorce - niestety warunki śniegowe nie sprzyjały chodzeniu w rakietach bo szlaki były ładnie przetarte, ale i tak trochę pochodziłem żeby sprawdzić sprzęt. Oto moje wrażenia:
- nośność wg producenta to 100kg max - ja z plecakiem itd ważyłem około 85kg. Z początku wydawało mi się że trochę za bardzo się zapadam jak na deklarowaną nośność rakiet, później założyłem jednak rakiety Camp'a z nośnością do 120kg i zapadałem się w nich podobnie głęboko jak w Crivitach, tak więc pod tym względem jest ok
- harszle podłużne i zęby atakujące bez zastrzeżeń
- rakiety prezentują się bardzo ładnie, dostajemy wraz z nimi ochraniacze na harszle jak i torbę transportową
- podpiętek działa prawidłowo
- blokada ruchu stopy góra dół niby też, ale raz mi się w jednej rakiecie sama zwolniła/przesunęła podczas marszu. Zapewne szyna dolna zahaczyła o jakiś bardziej zbrylony śnieg czy kamień, bo w rakietach szedłem też bo dobrze wydeptanym szlaku. Ogólnie sama blokada ruchu stopy wykonana jest z dość taniego plastiku
- największe zastrzeżenia mam jednak do wiązań. Piętę trzyma pas z gumy, który w sumie ciężko się reguluje, tzn ustawiamy sobie raz rozmiar pod rozmiar naszego buta przekładając kołeczek gumowy przez dziurkę z rozmiarem buta na pasku i następnie musimy tę gumę mocno naciągnąć na piętę. Zdecydowanie wolałbym chyba rozwiązanie na typowe zatrzaski i pasek z ząbkami, które pozwala szybciej założyć i wyregulować mocowanie, tak jak w np łyżwach, rolkach, czy niektórych rakietach TSL
Przód buta mocowany jest zaś na dwa połączone ze sobą w pętko paski, które naciągamy a następnie zatrzaskujemy aluminiowymi klamerkami. W praktyce niestety po chwili system ten delikatnie się luzuje. Zdarzało mi się przez to że np pięta przesuwała mi się do wewnętrznej krawędzi rakiet - nie latała, jednak nie była też w idealnej pozycji.

Podsumowując, mam nieco mieszane odczucia. Z jednej strony w rewelacyjnej cenie otrzymujemy rakiety oferujące bardzo dużo: zarówno ruch stopy do góry względem linii rakiety, szerokie harszle na sporej długości rakiety i niezłe zęby atakujące a nawet podpiętek - za takie udogodnienia u konkurencji przyjdzie zapłacić przynajmniej 400-450zł (rakiety Crivit kosztują zaś 220zł), z drugiej zaś strony system wiązana jest na tyle nieprzemyślany, że będzie irytować wymagającego użytkownika.
Uważam że są to fajne rakiety, jednakże dla niewymagającego turysty jako awaryjny sprzęt do wykorzystania przez kilka dni w roku. Ci, którzy oczekują czegoś więcej muszą niestety dołożyć do sprzętu bardziej sprawdzonego...

Odpowiedz
Zacząłem chodzić zimą po Tatrach. Dosyć szybko poczułem potrzebę zakupu rakiet (na naukę na skitourach jestem za stary). Za rekomendacją instruktora na kursie turystyki zimowej wybrałem TSL 438 UP&DOWN. O technice chodzenia w rakietach w wysokich górach za wiele w internecie jednak nie znalazłem. Przy założeniu, że śniegu jest za dużo na raki, to czy można określić maksymalny stopień nachylenia stoku po którym można się poruszać w rakietach? Te moje mają teoretycznie boczne, przednie i tylne kolce. Tak na chłopski rozum, to chyba należy ich używać, póki nie poczuję potrzeby użycia czekana. Jakieś rady?
Odpowiedz
Przy kopnym śniegu możesz schodzić i wchodzić (choć to mało wygodne) nawet pod strome zbocza. Tylko weź wtedy poprawkę, żeby nie zjechać z lawiną. Przy mocno zlodzonym śniegu nikt Ci nie powie czy to będzie 25%, czy 35, a może 45. Zwłaszcza trawersowanie może być wtedy wyzwaniem. Jak sam napisałeś, kwestia wyczucia. Same TSL 438, fajny model, ale pamiętaj, że rakiety mają swoje ograniczenia. Ja na swoich rok temu w Gorcach regularnie zapadałem się po szyję. Więc mimo wieku coraz częściej spoglądam w kierunku nart.
Odpowiedz
(01-09-2020, 13:47)Ja to mam obawy i wątpliwości co do tych kolcy na rakietach - jakoś im nie ufam. Przy głębokim śniegu chyba nie będą potrzebne, a przy śniegu twardym / płytkim bałbym się im zaufać by schodzić / podchodzić na wprost - i to z kijkami, bez czekana. No nic. Wyjdzie w praniu. :-)Bleys napisał(a): Przy kopnym śniegu możesz schodzić i wchodzić (choć to mało wygodne) nawet pod strome zbocza. Tylko weź wtedy poprawkę, żeby nie zjechać z lawiną. Przy mocno zlodzonym śniegu nikt Ci nie powie czy to będzie 25%, czy 35, a może 45. Zwłaszcza trawersowanie może być wtedy wyzwaniem. Jak sam napisałeś, kwestia wyczucia. Same TSL 438, fajny model, ale pamiętaj, że rakiety mają swoje ograniczenia. Ja na swoich rok temu w Gorcach regularnie zapadałem się po szyję. Więc mimo wieku coraz częściej spoglądam w kierunku nart.
Odpowiedz
Ja to się nie znam... ale Pan Instruktor powinien chociaż nadmienić, że jak jest warun na rakiety we Tatrach (zbocza, w szczególności zbocza...) to raczej powinno się pozostać na kwaterze. Oczywiście nie mam na myśli dróg Pod/Nad Reglami, Psiej Trawki czy Rusinowej Polany...
Kolce to Harszle. Mają Ci pomóc jak wchodzisz/przechodzisz przez teren wywiany (najczęściej granie) gdzie jest zalodzenie lub/i zlodowaciały (twardy) śnieg.
https://www.youtube.com/watch?v=DSPWQi7-FrM
Na tym filmiku sytuacja jest odwrotna - 90% terenu to ,,twardy" śnieg na którym nawet raczki były by przesadą ale między polanami (w buczynowych laskach) były zwały śniegu i rakiety umożliwiały w miarę szybkie pokonywanie tych ,,przeszkód".
Czy to w przypadku raczków/raków czy też rakiet ,,problem" leży w nas samych - po prostu nie chce nam się ciągle zakładać/zdejmować, zmieniać/zamieniać ,,sprzętu", etc.
Założysz - to już idziesz. Taka jest prawda.
Stąd już nawet w prostych, ,,marketowych" modelach pojawiły się harszle (tu użyłbym znanego rosyjskiego powiedzenia ale jest nie cenzuralne Wink ). Podnoszą bezpieczeństwo na ,,lodowiskach".
P.S. Ciekawe jak sprawdza się w praktyce ta opcja z ,,przelatywaniem" pięty przez poziom rakiety. Bajer czy innowacja? Wink
Odpowiedz
(03-09-2020, 14:23)Kurs na którym byłem nie obejmował programem szkolenia z korzystania rakiet śnieżnych - o ich istnieniu instruktor tylko wspomniał. Na zakup zdecydowałem się rok później, po dużych problemach w okolicach Waksmudzkiej Polany (wpadałem po pas). Planuję używać ich głównie w niższych partiach, ale zastanawiam się nad zastosowaniem również wyżej, np na podejściach gdzieś w Tatrach Zachodnich. Zapadająca się pięta jest ponoć bardzo przydatna przy zejściach. Kolega wspomnianego instruktora jest ponoć ekspertem od rakiet i zachwalał bardzo to rozwiązanie. No ale okaże się. :-)PRS napisał(a): Ja to się nie znam... ale Pan Instruktor powinien chociaż nadmienić, że jak jest warun na rakiety we Tatrach (zbocza, w szczególności zbocza...) to raczej powinno się pozostać na kwaterze.
[...]
P.S. Ciekawe jak sprawdza się w praktyce ta opcja z ,,przelatywaniem" pięty przez poziom rakiety. Bajer czy innowacja?  Wink
Odpowiedz
(31-08-2020, 22:11)pzdanowicz napisał(a): (...) Za rekomendacją instruktora na kursie turystyki zimowej wybrałem TSL 438 UP&DOWN. (...)
Ja jestem sceptycznie nastawiony do tego typu kursów (do ,,lawinowych" zresztą też) ale to wolny kraj więc... nie neguję. Naiwnie mi się wydawało, że ,,kurs turystyki zimowej" powinien mieć w podstawie wykorzystanie rakiet (umiejętność właściwego poruszania się na nich to osobna sprawa - ja nie umiem, wydaje mi się, że po roku przerwy ,,naumieć się" trzeba od nowa bo to nie jazda na rowerze) a tu Kolega wyprowadza mnie z błędu...
Mam naiwną nadzieję, że też innych...

Bleys już napisał, że jest jakaś granica po przekroczeniu której rakiety ,,nie działają".
Odpowiedz
Bleys już napisał, że jest jakaś granica po przekroczeniu której rakiety ,,nie działają".
Powiedzmy, że jest ona ,,umowna" bo rzutuje bardzo wiele czynników a grubość pokrywy śnieżnej nie jest najważniejszym.
Miałem kiedyś zejście w stosunkowo świeżym śniegu. Z dwa trzy razy odnosiłem wrażenie, że za chwilę wywalę się na ryj ale do tego nie doszło. Rakiety jechały po śniegu jak narty, pod rakietami jechał... śnieg po zmarzniętym śniegu. Momenty krytyczne były jak noski rakiet wjeżdżały pod zlodowaciałą pokrywę.
Miałem też takie (z Małej Rawki), że zaraz na początku wysokiego lasu musiałem zdjąć rakiety bo gleba była by nieunikniona. Patent z hamowaniem piętą może się sprawdzać rzeczywiście, pytanie jak długo można schodzić.
Zimą zobowiązuję Kolegę do udzielenia odpowiedzi na temat tej wahliwej pięty w kontekście tego czy niepojawia się ból palców/śródstopia.
Odpowiedz
bleys! Z nartami jak z rakietami. Są takie warunki, że "utoniesz" tak czy inaczej. W takich warunkach, to albo trzy, cztero osobowy team i 15 min "szychty", albo szlifowanie narciarskich umiejętności " na boisku" przez 2-3 dni jak wszystko siądzie.
Odpowiedz
Obiecuję, że dam znać jak spisują się rakiety i ten patent z zapadającymi się piętami.
Odpowiedz


Skocz do: