Cześć wszystkim z południa Polski i nie tylko. Wybieramy się w czerwcu rodzinnie do Czeskiej Szwajcarii. Jest parę oczywistych żelaznych punktów, znanych i opisanych. Interesują mnie jednak Wasze doświadczenia, opinie i pomysły na spędzenie czasu (z dziećmi) w tym rejonie. Niekoniecznie w tłumnych i często uczęszczanych miejscach. Co warto zobaczyć, gdzie warto pojechać, podejść?
Stare NGT było jak stary dobry narkotyk. Nowe - jak syntetyk nowej generacji - daje w czapę jeszcze mocniej ;)
Melduję, że we wrześniu przeszedłem Niebieski Szlak Sudecki. Relacja pisała się dwa tygodnie, wliczając w to obrabianie zdjęć, których jest około 900, więc jest co oglądać. Cza przejścia - 16 dni, dystans - nominalnie - 390 km, z dodatkowymi to-tu-to-tam - ok. 420 km.
Jest co czytać, jest co oglądać, więc zapraszam do lektury.
Niebawem dojdzie podsumowanie sprzętowe w osobnym wpisie.
Gdyby ktoś poszukiwał w Sudetach innego Szlaku niż Główny Szlak Sudecki czy Niebieski Szlak Sudecki, to melduję, iż kilka dni temu przeszedłem szlak żółty z Mokrzyc do Przełęczy Puchacza. Trochę nizinny, trochę górski i trochę do poczytania i obejrzenia na moim blogu:
21-07-2026, 15:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-07-2026, 15:08 przez Yatzek.)
Na początku lipca 2026 ukończyłem przejście Tour du Mont Blanc.
Była pogoda, lekki plecak i dobra kondycja.
Widoki rewelacyjne. Kawa, croissant i ciągłe napieranie pod górę i schodzenie w doliny.
Podsumowanie kosztowe i sprzętowe.
Kurcze, wróciły wspomnienia. W 2017 zrobiliśmy TMB z żoną i 11-letnim synem. I to nie było fast&light Mój plecak ważył 34 kg Piękna trasa! Schronisko La Peule prowadził wtedy chłopak z Polski.
Z początkiem września 2026 przeszedłem z koleżanką Joanną szlak Bohusleden, część północną.
Dziesięciodniowa wędrówka przez najdzikszy odcinek szlaku z mokradłami, Moczybutami Skandynawskimi, deszczem i śmierdzącymi od wilgoci i mocnych wrażeń skarpetami, przemoczonymi butami, pośród lasów, jezior i niezliczonych wiatek, filtrując wodę z jezior i kałuż, klnąc na deszcze i co jeszcze...?
No, co jeszcze Was przyprawi o dreszcze? Tego dowiecie się z niesamowitej, choć bezbarwnej relacji z kolorowymi zdjęciami w ilości ponadnormatywnej, dłużącej się na szczęście w skończoność.
Zróbcie sobie duży kubal gorącej kawy za jaką wtedy tęskniłem, worek popcornu jakiego nie lubię, walnijcie się w wygodny fotel o którym marzyłem, odpalcie kompa bez którego się obchodziłem i zatopcie się w lekturę najlepszego bloga podróżniczego, jaki powstaje w mojej wsi:
(21-07-2026, 15:05)Yatzek napisał(a): Na początku lipca 2026 ukończyłem przejście Tour du Mont Blanc.
Była pogoda, lekki plecak i dobra kondycja.
Widoki rewelacyjne. Kawa, croissant i ciągłe napieranie pod górę i schodzenie w doliny.
Podsumowanie kosztowe i sprzętowe.
Pozdrawiam, spotkaliśmy się na campingu Bellevue. Miło było pogadać o namiotach.
P.S. Co to za przejściówka do przelewania gazu z kartusza do kartusza? Pod jaką nazwą tego szukać?
(21-07-2026, 15:05)Yatzek napisał(a): Na początku lipca 2026 ukończyłem przejście Tour du Mont Blanc.
Była pogoda, lekki plecak i dobra kondycja.
Widoki rewelacyjne. Kawa, croissant i ciągłe napieranie pod górę i schodzenie w doliny.
Podsumowanie kosztowe i sprzętowe.
Pozdrawiam, spotkaliśmy się na campingu Bellevue. Miło było pogadać o namiotach.
P.S. Co to za przejściówka do przelewania gazu z kartusza do kartusza? Pod jaką nazwą tego szukać?
Przypominam sobie spotkanie i pogawędkę.
Przejściówka, to jedna z wielu. Ta jest minimalistyczna, nazywa się JeebelCamp i waży 22 gramy. Ten model jest mało popularny w sprzedaży, ale jest kilka innych, w tym podobne prostej konstrukcji, jak i z odpowietrznikiem, który przydaje sę o tyle, że nie trzeba co chwilę odkręcać dawcy i odpowietrzać biorcy.
W sprzedaży występują najczęściej jako adapter do przelewania gazu, choć nie ma jednej uniwersalnej nazwy. Adapter, to też inne przetoczki - z dużej butli 11 kg, takie jak ta, do przelewania z kartuszy podłużnych "aerozoli", więc dużo będzie pozycji do odsiania.
Ale muszę przyznać, że w Alpach ze swojej korzystałem kilka razy i w zasadzie przez miesiąc codziennego gotowania nie musiałbym kupować nowego kartusza.
Mała rzecz - a cieszy :-)
Pozdrawiam.