Witaj na bLogu.

Rozgosć się i czuj się jak u siebie w domu...

Odwiedź "Zawieje"
Odwiedź NGT.pl

Odwiedź Żegluj.Net

Tropy na śniegu...

Niewątpliwie nie były to ślady ani człowieka, ani zadnego do tej pory znanego mi zwierzęcia. Po pierwsze duże, po drugie jakies takie nie spotykane, jednocześnie zupełnie zwyczajne. Nie potrafiłem opisać uczucia jakie mnie wtedy ogarnęło. Było to troche przerażające, pobudzające kazdy miesień przywądzący moje mieszki włosowe tak, że te jeżyły się wzdrygając całym ciałem zupełnie jak po wyjściu z sauny fińskiej na śnieg lub skoku do przerembla. Intrygujące pomyślałem. Co tu w małym, wielkim mieście robią takie ślady. Marek uruchomił proces myślowy jak piekielną machine, która raz uruchomiona nigdy nie staje.Nie zastanawiając się długo wyruszył śladem intrygujących śladów. Przeszedł nie całą mile, mijając po drodze kamienice na okrzei, dom dziecka, solariu, 2 przejścia dla pieszych, skrecił w lewo, później w prawo no i prosto zmierzając w kierunku dworza ? Tak, dworzec gdyż ślady tajemniczego, czegos prowadziły dokładnie przez drzwi jednego z najbardziej obskurnego miejca w kosmosie. Budynek był stary, zapewne niemiecki jak wszystko w naszej zapyziałej mieścinie w której z reguły mieszkali sami zapyziali ludzie. Dworzec ten oddawał prawie wszystkie emocje jakie mozna było przeżyć w naszym Townie. Właściwie zwiedzanie miasta traciło sens gdy już wylądowałeś na dworcu tam było wszystko co Lęborskie - zestawienie tego co stare i bardzo stare (paskudne brązowo-szare kafelki na podłodze, staromodne kasy biletowe, z oldschoolowymi mikrofonami, ala późnie lata 50), z tym co nowe i kiczowate (PCV-owe drzwi w dworcowym sklepie, automat z cocacolą, w miarę nowy kasownik biletów kolejki podmiejskiej). Nie zabrakło tu też bezdomnych zajmujących prawie wszystkie ławki dworca Lębork Główny wydzielających znajomy zapach biedy i alkoholu, który w większości wzbudzał odruch wymiotny. Wszedłem dalej i miedzy starym zażyganym pijakiem, a jego torbami zobaczyłem owe ślady ! Prowadziły od tamtego miejsca na peron 2 który właśnie zajęty został przez pociąg pospieszny. Zszedłem w dół podziemnego przejścia podąrzając za śladami tajemnicy. Slady z ziemi przeniosły sie na poręcz, co jakoś wcale mnie nie zaskoczyło. Zaskakujące różnież nie było to ze ślady prowadziły prosto do owego pociągu stojącego na peronie zaprzęgniętego w zieloną lokomotywe. Jak ja nie znoszę pociągów- pomyślałem. Wszedłem do środka przepychając sie przez tłum wysiadających studentów politechniki koszalińskiej dyskutujących to o całkach to o imprezach w DS-ach, o kolesiu który w Gdańsku wypadł z okna. Chciałem tylko szybko się rozejrzeć i wracać do ... domu? Ta, do domu a właściwie tego co nazywałem domem, na ciepłą zupę niewiadomo z czego (różnicy mi to nie robiło), gdyz wieczorny ziąb dawał się we znaki nie tylko mnie ale wszystkim ludziom na peronie, których twarze wręcz krzyczało ( ZIMO MI !, oprócz grubasa, na którego facjacie można było wyczytać pewnien wstręt, do czego ? Nie wiem. Być moze przed chwilą zjadł paskudne leczo przyrządzone przez jego teściową bez 3 palców , bynajmniej nieznającej się na sztuce kulinarnej, albo pożarł swojego własnego psa, bo nic innego w lodówce nie miał a teraz odbija mu się kłakami i w ogóle dręczy go potworna zgaga. Ja właściwie to zgłodniałem od tej całej tajemnicy. Pokonalem nie całe 4 kroki, bo to pewnie było jakieś 3,25 kroku, gdy pociąg ruszył, z taką siłą ze ja momentalnie znalazłem sie na podłodze uderzając o nią z taką siłą, ze omało nie wybiłem sobie zębów. No pięknie. Jechałem w wagonie PKP niewiadomo po co, jak i gdzie (What the Fck?). Początkowo poczułem strach, który w mgnieniu oka przerodził się w radość, gdy spostrzegłem tropione przeze mnie ślady ze 2 cale od mojego magicznego buta. Bylem pobudzon, a moje wnętrze napełniło się nadzieją na rozwikłanie zagadki, w którą sam sie zawikłałem. Jednak była w tym wszystkim jedna rzecz naprawde mnie przerażająca - mój umysł.

 

 W tym samym momencie w miejscu znanym wszystkim jako ciupa, na ulicy toruńskiej, młody nadkomisarz Winnicki przeczesywał swoje gęste bląd włost chudymi palcami zastanawiając się co kupić żonie na 10 rocznicę ślubu.