Wybierz kategorie forum:
Strona: | 1 | 2 | 3 |

Test Plecaka Arc'teryx Bora 60 l regular

rytmar

rytmar
2017-10-05 13:41:33
78.8.182.204 Głosów: 1

Edytuj post  Jeśli uważasz, że post jest wartościowy, zagłosuj na niego  Post do usunięcia!!!

Drugi raz w tym roku wybrałem się na graniówkę Niżnych Tatr. Tym razem prognozy zapowiadały wyśmienitą pogodę - bez deszczu i silnego wiatru. To zupełnie inaczej niż poprzednio, gdzie lało nieustannie i wiało konkretnie.

Spakowałem się do testowanego plecaka bez większych trudności. Pojemność 50+ litrów jest wystarczająca na taki tygodniowy, niezimowy wyjazd. Ciuchów biorę minimalną ilość, a jedzenie i sprzęt biwakowy mieszczą się wewnątrz, bez potrzeby troczenia czegokolwiek, do czego ten plecak jest raczej słabo przystosowany.
Całość ważyła 15 kg. Ciężar spadał z każdym dniem, bo przecież ubywało jedzenia, ale doszła waga wody, którą musiałem nosić między źródłami oddalonymi od siebie o całe godziny marszu. Pogoda miła, słoneczna i bezwietrzna, sprzyjała niestety większemu poceniu się i tym samym znacznemu zapotrzebowaniu na wodę. Można więc przyjąć bez większego nadużycia, że plecak nieustannie ważył około/ponad 15 kg, bo każdego dnia zabierałem ze sobą litr herbaty w termosie i od 1 do 2 litrów wody dla siebie i żony. Masę plecaka najmocniej dało się odczuć, kiedy przyszło zakładać go na garb. Już na plecach było znacznie lepiej. Dobrze dociągnięty pas biodrowy doskonale odciążał ramiona. Niestety co jakiś czas musiałem poprawiać dopasowanie, bo klamry trzymające zadane ustawienia luzowały się stopniowo. Oczywiście częściej należało poprawiać docisk pasa biodrowego na długich i stromych zejściach, gdzie masa plecaka dobijała z każdym krokiem do dołu powodując stopniowy zjazd pasa z bioder. To raczej normalne zjawisko, kiedy plecak waży konkretnie i schodzimy stromym stokiem po stopniach, ale w moim Ospreyu Aether pas biodrowy jest chyba bardziej odporny na luzowanie się.
Ustawień szelek nie musiałem poprawiać. Te nie były tak mocno obciążane, bo zawsze staram się tak regulować system nośny, aby ramiona przenosiły jak najmniej.

Ogólnie z wygody noszenia Arcteryxa Bora AR 50 jestem zadowolony. Ani razu nie odczułem drętwienia, czy innego zmęczenia ramion. Nie bolał mnie kręgosłup, biodra, ani nic innego co mogłoby mieć związek z przenoszoną na plecach masą. Bolały nogi - w różnych miejscach, ale to raczej efekt szybkiego tempa, dużych odległości pokonywanych każdego dnia i ukształtowaniu szlaku, gdzie próżno szukać płaskich odcinków - jest albo do góry, albo w dół. Dodatkowa masa sprzętów i plecaka oczywiście potęgowała zmęczenie, ale jest to nieodłączny element każdej wędrówki górskiej z plecakiem, gdzie ważymy przecież więcej niż naturalnie:). Sam plecak, jego system zawieszenia, nie miał żadnego negatywnego wpływu na komfort marszu. Świetny, sztywny pas biodrowy i szerokie, miękko wyściełane szelki zapewniały wygodę noszenia na najwyższym poziomie (przyjmując oczywiście, że noszenia na plecach 15 kg może być jakkolwiek wygodne :).

Kolejny raz spodobała mi się przednia kieszeń. Trzymałem tam jedzenie i dzięki długiemu zamkowi zawsze mogłem sięgnąć po to, czego potrzebowałem, aby się posilić, bez potrzeby odpinania klapy i rozwijania wewnętrznego worka wodoszczelnego. Również na biwaku, ułożenia plecaka na szelkach pozwalało na łatwy dostęp do tego co w komorze przedniej.
Wodoszczelność materiału powoduje, że nie trzeba stosować żadnych pokrowców, czy worków wewnętrznych, które znacznie utrudniałyby sięganie do zawartości kieszeni. Chyba nauczyłem się też tak pakować tą dodatkową komorę, aby wykorzystać maksymalnie jej pojemność.

Na takie wyjazdy jak ten w Niżne plecak wydaje się być wręcz stworzonym. Tylko ta waga - ponad 2 kg - jakoś ciągle mnie odstręcza, bo czy to na ramionach, czy lepiej na biodrach, to jednak trzeba tą masę ponieść po górach.

Ruchomy system nośny powoduję, że niektóre jego elementy trą o siebie. Wspominałem już o tym w pierwszych postach, po początkowych oględzinach plecaka. Teraz pojawiło się pierwsze przetarcie - na grzbiecie pasa biodrowego, które to miejsce styka się nieustannie z trokiem szelki ramieniowej.
Pozostałe ''punkty współpracy'' nadal trzymają fason, choć na materiałach widać efekt pracy. Będę to wszystko bacznie obserwował i opiszę w teście końcowym.

Jak zwykle dodałem kilka zdjęć do albumu. Zdjęcia tradycyjnie są opisane.

https://goo.gl/photos/11XojUivTZaabyKc6

-------------------------------------------------------
cześć i czołem

Barsus

Barsus
2017-10-05 21:29:47
193.19.165.46 Głosów: 1

Edytuj post  Jeśli uważasz, że post jest wartościowy, zagłosuj na niego  Post do usunięcia!!!

Rytmar
Lubię czytać te wpisy z twoich testów. Nawet nie dla tego, że jest tam kupę dobrej i rzetelnej refleksji, ale uwielbiam to, że zawsze okraszonej dużą dozą gór.

-------------------------------------------------------
http://dasieda.blogspot.com/

rytmar

rytmar
2017-10-05 22:26:16
89.76.161.106 Głosów: 0

Edytuj post  Jeśli uważasz, że post jest wartościowy, zagłosuj na niego  Post do usunięcia!!!

Dzięki za miłe słowa Barsus
:)

-------------------------------------------------------
cześć i czołem

gumibear

Administrator gumibear
2017-10-06 09:31:32
156.17.201.68 Głosów: 0

Edytuj post  Jeśli uważasz, że post jest wartościowy, zagłosuj na niego  Post do usunięcia!!!

przeczytane i obejrzane.....że też ten termos nie chce wypaść z tej kieszeni bocznej......

rytmar

rytmar
2017-10-06 09:52:50
78.8.182.204 Głosów: 0

Edytuj post  Jeśli uważasz, że post jest wartościowy, zagłosuj na niego  Post do usunięcia!!!

...bo tam jest pasek, którym można ściągnąć termos do plecaka :)

Tutaj go widać:
http://tnijurl.com/43dee54045de/
Przechodzi ten pasek skosem przez kieszeń, wychodząc nieco ponad nią.
Jakoś to się przydaje, ale byłoby lepiej gdyby wszyto taki ściągacz nieco wyżej, bo trzymałby pewniej i można by wykorzystać go - razem z górnym paskiem - do troczenia bocznego.

-------------------------------------------------------
cześć i czołem

rytmar

rytmar
2017-11-08 09:13:23
78.8.70.40 Głosów: 0

Edytuj post  Jeśli uważasz, że post jest wartościowy, zagłosuj na niego  Post do usunięcia!!!

Wróciłem właśnie z wyjazdu w Niżne Tatry. Taki przedłużony o dwa dni weekend.
Plan był taki: auto zostawiam na przełęczy Czertowica i idę spać do utulni Ramża. Rano ruszam do Andrecjcovej (nocleg), aby kolejnego dnia wyruszyć w drogę powrotną do Ramży. Tam trzecia nocka i rano zejście na Czertowicę, tak żeby wrócić do domu w jakichś normalnych godzinach.

Już droga do Ramży pokazała, że będzie walka. Trasa zasypana świeżym, nieułożonym, mokrym, ciężkim śniegiem. Marsz bardzo utrudniony. Wszelkie oznaczenia szlaku – normalnie bardziej niż oszczędne – teraz stały się niewidoczne. Gdzieś pobłądziłem, wlazłem na jakąś górę. Dzień krótki, to zaraz ciemno się zrobiło, a ja w lesie :). W końcu dzięki pomocy GPS-a i jakiejś jednak znajomości tamtych miejsc dotarłem do chaty. Zamiast mapowych 2 godzin (normalnie szybciej) szedłem ponad 3. Chata za to pusta i klimatyczna. Zapach palonego w piecyku drzewa bezcenny :).

Rano wyruszyłem do Andrejcovej. Ten odcinek to w całości szlak leśny. Pod nogami cały czas mamy korzenie i gałęzie. Mokre są śliskie, a teraz dodatkowo, niewidoczne, pokryte śniegiem stały się wręcz niebezpieczne, szczególnie na stromych trawersach jakich pełno na tym odcinku. Na szczęście wziąłem ze sobą raczki CT, które – choć z zastrzeżeniami – bardzo pomogły.
Niestety nie miałem niczego na wiatrołomy tarasujące przejście. Tutaj, na tym odcinku „hrebieniowki” drzewa leżą tam, gdzie upadły. Z czasem powstają wokół nich naturalne obejścia, czasami ktoś co przetnie. Szlak żyje, ewoluuje :). Teraz jednak po ostatnich wichurach pojawiły się nowe przeszkody i trzeba było przebijać się przez krzaczory, chaszcze i inne, albo jakoś to ominąć, albo po prostu przekraczać powalone konary.
Śnieg bardzo mokry i ciężki. W niektórych miejscach po kolana, a w innych wywiany, wytopiony do zera. Nieułożony, nieubity. Zapada się łatwo pod naciskiem, tym bardziej że pokrywa wszechobecne w tym rejonie krzaki jagód. Ogólnie bardzo ciężki, męczący marsz i ciągłe szukanie szlaku.
Do Andrejcovej dotarłem po 9 godzinach walki, wyczerpany i obolały. Normalnie „robię” ten odcinek w jakieś 6 do 6,5 godzin – bez specjalnej spinki, bez pośpiechu. Teraz się starałem, bo nie chciałem znowu błądzić po ciemku w poszukiwaniu drogi, a mimo to nie dałem rady szybciej.

Powrót podobnie ciężki i długi, choć przy mniejszym stresie, bo zostały ślady z dnia poprzedniego. Nie obawiałem się zgubienia szlaku, ale za to mięśnie już zmęczone i ogólne zniechęcenie większe.
Nie lubię takich szlaków ukrytych w lesie, w krzakach, gdzie jedyne co widzę to ścieżka przed sobą. Żadnych hal, dolin, grani, szczytów, urwisk, czy przepaści. Brakuje przestrzeni, brakuje oddechu. Nie lubię w takich okolicznościach przyrody, jak teraz, gdzie zamiast zieleni, liści, traw, czy z drugiej strony pięknej kołdry białego, pulchnego śniegu mam szarość, smutek, błoto i powszechną wilgoć. Cała droga to wysiłek i liczenie pozostałych kilometrów. Plecak ciąży, buty obcierają i trudno o zadowolenie. A przecież ten wyjazd to przetarcie, rozpoznanie najmniej znanego mi w warunkach zimowych odcinka „hrebieniowki”przed planowanym zimowym przejściem całości. I będzie ciężko i zimno i mokro. A jednak ciągnie. Chyba mam w sobie coś z masochisty, bo nieraz narzekam męcząc się w górach, ale po powrocie do domu natychmiast tęsknię za tym co mnie męczyło. Może ten masochizm pcha mnie w tzw. wysokie góry, w których działanie można spokojnie nazwać sztuką cierpienia. Normalnie chory jestem! I nie tylko ja, bo inni łażący po górach to też przecież masochiści. Zamiast na plaży, na leżaku, albo gdzieś nad jeziorkiem, drink, piwko, albo co jeszcze. To nie - pot i znój, namiot i kurz, śnieg i mróz. Szaleńcy sami :)).

Mi w moim cierpieniu ulżył nieco plecak Bora AR. Ciężki był, bo zabrałem jedzenia na 4 dni i cały sprzęt na zimowe biwakowanie, łącznie z namiotem Pinguin Vega Extreme. Ciuchów zawsze biorę minimalną ilość i tak też było teraz. Nie zabrałem grubej kurtki puchowej, a zamiast tego cienki sweter Quechua Full Down i waciak Arcteryx Nuclei. Wyszło lżej i bardziej funkcjonalnie. Udało mi się zmieścić w 17 kg. To sporo, zwłaszcza na tak wymagający kondycyjnie szlak, ale chcąc przejść całą graniówkę w pełni zimy, trzeba będzie zabrać jeszcze więcej (np. pełną puchówkę).
Mimo wagi całości plecak nie zmęczył mi pleców i ramion. Dobrze wyregulowany ładnie przenosi ciężar na biodra. Niestety pas biodrowy potrafi się luzować po czasie, co czuć po zwiększonym nacisku szelek na ramiona. To mnie trochę irytuje, bo wolałbym, abym nie musiał tak często poprawiać ustawień. Poza tym nic nie mogę zarzucić wygodzie systemu nośnego Arcteryxa. Oczywiście waga na plecach jest i wbija w grunt, utrudniając marsz i zwiększając zmęczenie, ale chociaż nie bolą ramiona, nie boli kręgosłup, nic nie uciska i nie obciera. To dobrze jeśli w tych elementach plecak pozwala o sobie zapomnieć. To znaczy, że spełnia swoje zadanie należycie.


Ostatnie zdjęcia to te z ostatniego wyjazdu. Oczywiście opisane:
https://goo.gl/photos/11XojUivTZaabyKc6

-------------------------------------------------------
cześć i czołem
Strona: | 1 | 2 | 3 |
Odpowiedź
Nick Zaloguj sie »
Treść
Podpis
Wpisz tekst do prawego pola: d18f6 - zabezpieczenie przed SPAMEM
dodaj zdjęcia »
Max rozmiar zdjęcia 200 KB. Akceptowany format: jpg
Zdjęcie 1
Zdjęcie 2
Zdjęcie 3