[NGT.pl] Niezależna Grupa Testingowa

Ocena produktu

Oddychalność2.00
Podeszwa3.00
Wodoodporność3.00
Wygoda3.00
Wytrzymałość2.00
OGÓLNA 2.60

Arcteryx Bora 2 Mid GTX

Obuwie » Wysokie

Budowa: dwuczęściwoy
Cholewka: laminat PU + nylon
Membrana: Gore-Tex
Podeszwa: Vibram
Pianka amortyzująca EVA
Rozmiar: 36-491/3

sołtys

sołtys
2016-02-24 20:46

Ocena produktu

Oddychalność2
Podeszwa3
Wodoodporność3
Wygoda3
Wytrzymałość2
OGÓLNA 2.60
Arcteryx  Bora 2 Mid GTX Arcteryx  Bora 2 Mid GTX Arcteryx  Bora 2 Mid GTX Arcteryx  Bora 2 Mid GTX Arcteryx  Bora 2 Mid GTX Arcteryx  Bora 2 Mid GTX Arcteryx  Bora 2 Mid GTX Arcteryx  Bora 2 Mid GTX

Konstrukcja

Bora 2 Mid GTX to model nietypowy: Arcteryx rozdzielił zewnętrzną warstwę buta oraz wyściółkę, tworząc obuwie złożone z dwóch elementów: zewnętrznej skorupy oraz elastycznego botka.

Czy jest to nowy pomysł? Częściowo. Przed laty Salomon wypuścił, wyglądający nieco podobnie, model buta wykonanego bez użycia skóry, w pełni syntetycznego, gdzie zamiast szwów materiał był klejony bądź zgrzewany. Tutaj nowością Arcteryxa jest wyjmowany botek.

Pierwsza wykonana jest z gumy oraz nylonu pokrytego warstwą poliuretanu, złożonych w solidną całość, wykonaną poprzez laminowanie na gorąco. Choć do produkcji skorupy użytych jest łącznie kilka elementów, ostatecznie otrzymuje się zwartą całość. Przypomina ona w dotyku solidną, choć nie sztywną gumę. Nie jest to jednak guma, laminat nie jest bowiem rozciągliwy. Miejsca łączenia tych elementów są widoczne na powierzchni buta, ale całość wykonana jest bez żadnych szwów na zewnątrz. Taki projekt zapobiega niszczeniu szwów w wyniku tarcia o skały. W efekcie całość jest odporna na niszczenie, a łączenia pozostają wodoodporne. W teorii ma to jeszcze jedną zaletę: brak szwów oznacza mniejsze ryzyko obtarć, gdy nasze stopy okażą się niedopasowane do obuwia.

Wnętrze buta to, w przedniej części, to samo tworzywo co na zewnątrz. W miejscu panelu z nylonowej tkaniny (zobaczycie to na stronie producenta) znajdują się otwory wentylacyjne. Laminat posiada w tym miejscu kilka okrągłych otworów, osłoniętych tkaniną, mających odprowadzać wilgoć na zewnątrz. Lamina w tylnej części buta, wokół pięty, jest wyłożony materiałem, w dotyku przypominającym welur. Podobna w dotyku jest wewnętrzna strona podeszwy. Wokół kostki znajduje się zaś wyściółka z miękkiej gąbki osłoniętej siatką, wszytej od wewnątrz.

Wkładka to wewnętrzny botka, w pełni zakrywającego stopę i sięgającego nieco wyżej niż krawędź zewnętrznej skorupy. Złożona jest z zewnętrznej, trwałej, ale nieco rozciągliwej tkaniny, wewnątrz której znajduje się membrana Gore-Tex. Wnętrze botka to miękki, cienki i elastyczny materiał. Między nimi wyczuć można jego wewnętrzną strukturę. Jest to jakby siatka w formie 'kratki', rodzaj ażurowego materiału z kwadratowymi otworami, mającymi prawdopodobnie zapewniać lepszą wentylację stopy. Nie posiada sznurowadeł czy suwaka, wsuwa się go na stopę chwytając za dwie pętelki z przodu i z tyłu. Góra botka obszyta jest elastyczną taśmą, trzymającą ściśle, ale jednak nie uciskając wokół kostki.

Co istotne, botki są wymienne. Do tego samego modelu buta można dokupić nowy, identyczny lub wersję zimową, ocieploną. Rozdzielenie botka i skorupy (tych terminów używać będę w dalszym tekście) poprawia też w teorii przepływ powietrza podczas długiego marszu i w gorące dni. Także wewnętrzny botek posiada bardzo niewiele szwów. Ma natomiast cienką podeszwę z tworzywa, pozwalającą spacerować po schronisku, namiocie itp. Wewnątrz botka znajduje się jeszcze miękka wkładka z pianki, amortyzująca kroki. Według producenta, botek ma zapewniać wentylację w ciepłym i suchym środowisku.

Rozdzielenie botka i skorupy ma, według producenta, umożliwić membranie Gore-Tex działanie na całym obszarze buta, aż do jego górnej krawędzi, podobno wyżej niż w tradycyjnych konstrukcjach. Idzie za tym wyższa oddychalność i wodoodporność.

Waga przeciętnej pary Bora 2 Mid GTX wynosi 1,2 kg. Moja para, w największym dostępnym rozmiarze 49 1/3 waży 1,5 kg. Dla porównania: moje obecne buty górskie, Aku Trekker Lite w podobnym rozmiarze ważą 1,6 kg. Różnica jest więc niewielka, na korzyść modelu Arcteryxa.

Pod stopą znajduje się śródpodeszwa z pianki EVA amortyzująca kroki. Podeszwa butów to Vibram, opracowana specjalnie dla Arcteryxa. Jej przednia część ma dopasowywać się do podłoża, przylegając do niego i zwiększając tarcie, czym zapobiega poślizgom. Obwód ma zapewniać wytrzymałość konstrukcji. Zaokrąglona pięta posiada wbudowaną w środek piankę w kształcie litery Y, poprawiającą amortyzację.

Skorupa składa się z kilku stref o różnej budowie. Przód to zgrzany z konstrukcją buta otok, z dość twardego tworzywa, który otacza palce, chroniąc przed uderzeniami i niszczeniem materiału. Podobne, twarde wzmocnienie otacza pietę i ścięgno Achillesa, dobrze stabilizując stopę.

Góra i boki to cieńsza warstwa materiału, na większym obszarze gładko wykończona. Wyjątkiem są panele wentylacyjne. Ten element zasługuje na uwagę: gdy większa część buta oblana jest solidnie tworzywem, po bokach, na wysokości śródstopia oraz po obu stronach stawu skokowego, wewnętrzne włókna są odsłonięte. Nylon jest tu pokryty cieką warstwa poliuretanu, tworząc obszary mające zapewniać wentylację. Gdy spojrzeć pod światło lub do wnętrza buta, widać w nich okrągłe otwory. Cienka, aksamitna wyściółka buta jest w tych punktach odsłonięta, aby powietrze mogło przechodzić przez cholewkę. Gdy przyłożyć buta do ust (próbujcie tylko, gdy jest nowy) można wdmuchnąć do niego powietrze, choć z dużym oporem.

W górnej części cholewki zwraca uwagę brak języka. To nie do końca prawda: klasycznego języka brak, ale nie oznacza to braku osłony od góry. Mniej więcej do połowy buta sięga bowiem wszyta na stałe osłona z lekkiego materiału, która ma zapobiegać wsypywaniu się od góry piasku i żwiru. Od połowy buta rolę osłony i języka spełnia wewnętrzny botek.

Przeznaczenie i warunki testowania

Pod względem konstrukcji Bora 2 Mid GTX Arcteryxa to buty uniwersalne, w zróżnicowany teren, choć nie zimowe. Nie są przystosowane do zakładania żadnych raków. Nawet koszykowe, po zaciśnięciu, powodowałyby duży ucisk stopy i blokowały przepływ krwi. But nadaje się więc na trekking w niskich i średnich górach, poniżej granicy lodowców, można w nim też przejść latem płaty śniegu, nawet duże.

Buty otrzymałem w maju zeszłego roku. Latem przeszły kilka krótkich tras w polskich górach, w lipcu i sierpniu, przez 34 dni z rzędu, pokonały 800 kilometrów Szlakiem Wysokogórskim Pirenejów (HRP). Był to najwyższy test dla tego obuwia, ścieżka ta jest bowiem najtrudniejszym wariantem idącym przez całe Pireneje, głównie w terenie skalnym, wysokogórskim, niekiedy śnieżnym. Jesienią służyły na kilku krótszych wyjazdach w polskie Beskidy, a zimą do krótkich wycieczek poza miasto. Używałem ich także do kilku zejść jaskiniowych w Sudetach. Łącznie przeszły ze mną ponad 1000 km podczas ok. 60-70 dni.

Zakładanie

Na szczęście to nie aż tak skomplikowane. Na forum pojawiły się głosy odrzucające taki projekt buta tylko przez to, że wymaga więcej zachodu podczas zakładania. To niepotrzebne, zakładanie jest łatwe.

Pierwszy idzie w ruch wewnętrzny botek. Chwytając go w obie ręce, palec wskazujący lewej przekładamy przez pętelkę z przodu botka, palec wskazujący prawej z tyłu. Leworęczni robią odwrotnie. Następnie płynnych ruchem posuwisto-ślizgowym wkładamy stopę do botka i naciągamy jak skarpetę. Brzmi skomplikowanie? Nie jest. Botek zazwyczaj układa się dobrze na stopie. Przy pierwszych kilku razach bałem się, że zbyt mocne obchodzenie się z nim wyrwie którąś z pętli. Na szczęście nie ma na razie obawy, są one solidnie wszyte na znacznej długości buta.

Po botku kolejna skorupę. Tu pojawia się schodek, stopa w botku nie wchodzi w nią tak płynnie. Konieczne jest przytrzymanie palcem za pętlę w tylnej części cholewki; znowu potrzebowałem kilku razy by przekonać się, że nie pęknie. Kolejny ruch posuwisto-ślizgowy i stopa ląduje w bucie. To komfort nie zawsze jest odczuwalny od razu. Czasem coś zawinie się od środka, trzeba wysunąć stopę i włożyć jeszcze raz, ale dość szybko wszystko trafia na swoje miejsce.
Czasem zdarza się, że po założeniu wełnianej skarpety, nałożeniu botka i na koniec ubraniu skorupy, jeden z butów wydaje się ciaśniejszy. Który? To zależy. Od czego? Nie wiem, chyba coś musi się tam w środku poukładać, gdyż po minucie-dwóch to uczucie znika. Wtedy pozostaje tylko zasznurować but.

Pierwsze wrażenia: polskie góry

Bory nie wymagały żadnego rozchodzenia, ani razu nie obtarły. Chodzenie w nich to marsz w klasycznych, górskich butach, bez wyczuwalnej różnicy. Trzymanie w kostce jest pewne. Otok z przodu dobrze chronił przed uderzeniami w kamienie. Pod tym względem wszystko jest w najlepszym porządku.

Co daje nietypowa konstrukcja butów?

Interesującym testem było wejście w nich do strumienia. Brak języka powoduje że to nie cholewka, ale wewnętrzny botek i jego membrana Gore zatrzymują wodę. Syntetyczna cholewka jest oczywiście wodoszczelna, ale wyjątkiem są panele wentylacyjne po bokach, które powoli przepuszczają wodę. Gdy wejść do strumienia po kostki, skorupa buta zostanie zalana od góry, z powodu braku języka. Stopę ogarniała wówczas niepokojąca fala chłodu. Na szczęście botek spełniał swoje zadanie i po wyjściu z wody stopa i skarpeta były kompletnie suche. Całość wysychała szybko, dużo szybciej, niż skórzany buty w tych samych warunkach. Po wyjściu ze strumienia wystarczyło zdjąć skorupy, wylać z nich resztki wody i założyć ponownie. Mogłem także, gdy botki wewnętrzne były wilgotne od zewnątrz, potrzymać je na powietrzu, by wyschły. Woda nie dostawała się do wnętrza.

Fakt, że od góry but chroniony jest tylko połowicznie sprawia, że dużo łatwiej wpada tam brud z zewnątrz. Po całym dniu wędrówki w suchy dzień nie było to kłopotem. Wystarczyło jednak przejście przez strumień, trochę błota na brzegu, miękka ziemia na łące i po kilkunastu godzinach botek był brudny, a z samego buta wytrzepywałem piach. Po weekendzie spędzonym w górach miałem w nim dużo więcej brudu, niż w klasycznym bucie. Koniec końców nie był to jednak wieki kłopot, wytrzepanie botka i przetarcie dłonią wnętrza skorupy załatwiały sprawę.

Marsz przez Pireneje: test zasadniczy

W lipcu minionego roku zacząłem przejście Pirenejów, na którym Bora 2 Mid GTX były moim jedynym obuwiem. Używałem ich w temperaturach 0-30 stopni, zazwyczaj w dobrej pogodzie, przerywanej kilkoma dniami deszczu. Po powrocie do kraju zabrałem je dodatkowo na tygodniowe przejście Bieszczadów, w połowie deszczowe. Pod koniec września buty miały za sobą 50 dni i około 1000 km marszu.

Wygoda marszu i rozmiar

Dobrałem dla siebie największy dostępny rozmiar buta. Skorupa i botek okazały się dobrze dopasowane. But jest szeroki, dając miejsce na ciepłą, wełnianą skarpetę. Stabilnie obejmuje nogę, choć daje możliwość ruchu. Nie mogłem jednak oprzeć się wrażeniu, że rozmiarówka Arc'teryxa jest odrobinę niedoszacowana. Oczywiście zewnętrzna skorupa mieści botek i stopę w nim, ale przestrzeń jaką mam w tych butach porównałbym do klasycznych butów trekingowych, w rozmiarze 48-48,5. Porównuje je z innymi, podobnej klasy, które obecnie używam. Wyjmowany botek utrudnia nieco porównanie. Na szczęście nie jest to problem użytkowy, tylko czasem zdarzało mi się czuć, jak palce dotykają przodu buta, zazwyczaj tuż po jego założeniu. Wiele razy miałem zresztą wrażenie, że przez pierwsze 3-5 minut każdego dnia stopa układa się w bucie, warstwy materiału dopasowują do siebie i całość zaczyna grać. Czasem wymagało to jakiejś poprawki, np. przesunięcia botka czy ponownego sznurowania buta.

But jest stabilny, dobrze trzyma stopę w każdym terenie i daje bardzo dobrą amortyzację, przynajmniej dopóki podeszwa jest nowa. O tym ostatnim wspominam niżej. Cholewka dobrze trzyma kostkę, możliwa jest wędrówka z dużym obciążeniem i w trudnym terenie.

Wentylacja i transport wilgoci

Pierwsze kilometry wędrówki były komfortowe, po pewnym czasie dała jednak znać o sobie specyfika konstrukcji. Plastikowy, szczelny but nie wypuszcza wilgoci na zewnątrz. Panele po bokach nie zapewniają wentylacji, w temperaturze powyżej 25 stopni zacząłem dość szybko czuć gorąco wewnątrz. Gdy schodziłem w doliny, gdzie temperatura nieraz sięgała 30 stopni, gotowanie się nóg było dokuczliwe.

Gdy upał narastał, zaczynałem zdejmować buty na postojach. I tu zaskoczenie. Mimo paneli wentylacyjnych po bokach cholewki, materiał botków był mokry i ciemny od potu. Nagrzane stopy wyrzucały wilgoć, transportowaną następnie przez membranę, która nie miała szans uciec poza but. Zbierała się więc w materiale. Już po dwóch godzinach marszu botki były wilgotne od potu, niemal całe z wyjątkiem górnej, odsłoniętej części. W miarę pogłębiania się upału stawało się to niekomfortowe, czasem wręcz nieznośne. Zrzucałem wtedy skorupy i botki, susząc przepocone skarpety i stopy. Mogłem zresztą użyć cienkich lub grubych skarpet, nie miało to znaczenia. Te buty są po prostu kaloszami i ich oddychalność jest znikoma. W porównaniu ze skórzanymi, klasycznymi butami sprawdzają się wyraźnie gorzej.

Przez pierwsze dni próbowałem zaradzić przegrzewaniu stóp, po prostu zanurzając but w strumieniach. Pomagało na krótko, potem jednak woda nagromadzona pod powierzchnią z tworzywa powodowała efekt sauny. Czarny kolor skorupy nie poprawiał sprawy.

Wentylacja to więc głównym i najbardziej zauważalny problem Bora 2 Mid GTX. Chłodny klimat, jesienny dzień - to dobre środowiska do tych butów. Ale już 25 stopni powoduje, że szybko wyjmuję stopy przepocone. Pod tym względem Bora 2 przypomina ciężki górski but całoroczny. O transporcie wilgoci wspomnę jeszcze niżej, przy okazji omawiania wodoszczelności.

Termika

Z drugiej strony wyjmowany botek oznacza, że but nieźle radzi sobie na śniegu lub w zimnie. W centralnych Pirenejach spędzałem po kilka godzin idąc przez płaty śniegu w dolinach. Bory dawały dobrą izolację termiczną. Całość skłania mnie do wniosku, że idealnym terenem na te buty będzie środek i północ Europy oraz temperatury 0-20 stopni. Na zimę oraz do wędrówek w śniegu Arc'teryx oferuje osobne, dodatkowo ocieplane botki.

Wytrzymałość mechaniczna

But nie posiada na zewnątrz żadnego szwu. Kilka płaskich przeszyć utrzymuje razem wyściółkę oraz cholewkę, na zewnątrz jest to jednak skorupa poddana procesowi termolaminacji. Kilka elementów z nylonu/poliuretanu/gumy jest zgrzanych w nierozerwalną całość. Brak szwów oznacza w teorii większą wodoodporność i mniejszą szanse zerwania nici przez skały itp. W nowym bucie poszczególne komponenty cholewki były spojone bardzo ściśle i bez żadnych oznak odklejania się, rozwarstwiania itp.

Doświadczenia trekingów długodystansowych podpowiadają mi, że najbardziej narażony na zniszczenie w takich butach jest zazwyczaj otok i przednia część. To ten obszar buta pracuje najbardziej, to on przyjmuje na siebie większość uderzeń. Ku mojemu zadowoleniu sprawdziły się bardzo dobrze. Otok, wykonany z grubszego i twardszego tworzywa, wytrzymał 1000 km marszu przez skalny teren tylko nieco porysowany.

Z początku wytrzymałość połączeń robiła na mnie wrażenie, buty wydawały się monolitami nie do rozerwania. Wędrówki długodystansowe weryfikują jednak wszystko. Po około 200 km przejścia przez Pireneje, dostrzegłem drobne uszkodzenia na zewnętrznych stronach butów: cienka warstwa laminatu odrywała się pod wpływem szorowania o kamienie, odsłaniając nylonowe włókna. Im trudniejszy stawał się teren, tym głębsze były uszkodzenia. Nie doszło w tych miejscach do przebicia całej skorupy, jedynie rozwarstwienia laminatu. Ma ono długość 5-10 mm i wypada w miejscu, gdzie cholewka zgina się podczas marszu. Praca mechaniczna buta? Rozrywanie o kamienie? W mojej opinii jedno i drugie. Na szczęście ma to znaczenie bardziej kosmetyczne, choć zauważyłem, że raz rozwarstwiony materiał łatwiej zahacza o kamienie i dalsze niszczenie postępuje szybciej:

http://www.lukaszsupergan.com/arc/arc6.jpg

Znacznie trudniej przyjąć pękanie butów na pięcie. Znajduje się tam połączenie twardego, tylnego otoku, pianki amortyzującej oraz podeszwy, trzech komponentów o różnej twardości. Prawdopodobnie ta różnica sprawiła, że fragmenty tworzywa odkleiły się w tym miejscu, odsłaniając śródpodeszwę z pianki. W miejsce to dostaje się woda i brud. W lewym bucie, po jednej stronie jest to wyrwana dziura o długości 2 cm. W pozostałych miejscach - rozwarstwienie laminatu, tworzące pęcherzyk, który także zaczyna się rozklejać, choć mniej dostrzegalnie. Ogółem wszystkie 4 połączenia'pięta-amortyzacja-cholewka', jakie znajdują się w obu butach, rozklejają się.

Jednym z największych uszkodzeń jest odklejenie tylnego otoku od cholewki, nisko nad ziemią i to w obu butach. W prawym, co dziwne, nie widać tam uszkodzeń wywołanych tarciem o skały. Szczelina jest gładka i wypada wprost na miejscu sklejenie buta. Ma długość 5 cm i głębokość prawie 2 cm, sięga w głąb, do samej podeszwy.

W lewym jest dużo gorzej. Pęknięcie przy pięcie oraz 5-centymetrowe pęknięcie otoku znajdują się blisko siebie. Mogę swobodnie przecisnąć przez nie np. ołówek. Jeszcze kilkaset kilometrów kamienistego terenu i obie te dziury połączą się, kompletnie rozrywając laminat poniżej kostki. Tworzywo w tym miejscu jest dość twarde, ale bardzo podatne na dalsze rozrywanie. Wkładając tam palec widzę, jak pęknięcie powiększa się. Wniosek: do produkcji użyto diabelnie słabego materiału:

http://www.lukaszsupergan.com/arc/arc2.jpg
http://www.lukaszsupergan.com/arc/arc3.jpg


Na osobną uwagę zasługują...

Panele wentylacyjne

Wykonane z nylonu, pokrytego cienką warstwą poliuretanu. W zamyśle miały być wywietrznikami, co niestety nie działa. W trudnym, skalnym terenie pokazały też swój drugi mankament: niską wytrzymałość.

Włókna poliamidowe stosowane są w wielu butach górskich. Także w Borach spodziewałem się, że będą wytrzymałe. Marsz między skałami nie uszkadzał ich, jedynie wycierał delikatnie warstwę tworzywa, którą są pokryte.

Złe rzeczy zaczęły się dziać w drugiej połowie grani Pirenejów, gdzie buty miały już za sobą 600-700 km. Ostre kamienie na ścieżkach szarpały materiał, który w miejscu zginania buta, po wewnętrznej stronie, zaczął się lekko strzępić. Wtedy wystarczyło kilka mocniejszych spotkań buta ze skała i pod koniec szlaku, ku mojemu zdumieniu, w prawym bucie wyrwałem dwie dziury. Jedna z nich ma 2 cm, mogę wsadzić w nią swobodnie największy palec. Druga, tuż obok, ma 2-3 mm, widać ją dzięki wystrzępionym nitkom:

http://www.lukaszsupergan.com/arc/arc4.jpg

Od wielu lat używam w górach butów, wyposażonych w panele z tkaniny nylonowej. W żadnych, nawet najtańszych modelach, materiał nie poddał się tak szybko. Było zdumiewające, jak łatwo uległ on zniszczeniu w Borach, co prawda w jednym bucie i po jednej stronie. Po fakcie już się nie dziwię. Warstwa nylonu, praktycznie nie osłoniętego w tym miejscu, jest cienka i nie stworzona na trudne warunki. Przypomina raczej lekkie, sportowe obuwie, niż model górski.

Taka konstrukcja w bucie, stworzonym na górski treking, jest dla mnie dużą pomyłką.

Podeszwy

I one zasługują na osobną, krótką wzmiankę. A będzie ona prosta: choć początkowo wyglądają na perfekcyjnie wpasowane, po 600-700 km podeszwy zaczęły się odklejać. W obu butach, w wielu miejscach na raz. Pisząc ten test zdecydowałem się zlokalizować wszystkie punkty rozklejenia: wyszło mi ich 10. Czasem są to 3-4 milimetrowe skazy, wywołane prawdopodobnie zahaczeniem o kamień. W innym miejscu to 5-centymetrowe wyszarpnięcia.

http://www.lukaszsupergan.com/arc/arc1.jpg

I, co dziwne, nie ma tam rzeczywistego śladu szarpnięcia o skałę, tylko gładki ślad odklejenia i odsłaniająca się konstrukcja w środku. Występują z każdej strony butów, na śródstopiu i pięcie, bez żadnej reguły. Wewnątrz takie otwartej rany nie ma śladu kleju, tak jakby podeszwa również była zgrzana z cholewką.

Jedno takie miejsce uznałbym za wypadek losowy. Dziesięć to już jakiś systemowy błąd.

Mocowanie sznurowadeł

Buty wiązane są klasycznie, sznurowadłami, które niżej przechodzą przez otwory w laminacie, wyżej przez trzy pary haczyków

Przednie oczka wzmocnione są minimalnie grubsza warstwą tworzywa. Ma to sens, gdyż w tamtym miejscu sznurowadła bardzo rzadko są naprężane. Także teraz, po kilkudziesięciu dniach w ruchu, miejsca te nie mają śladu zużycia. Ostatnia para otworów posiada metalowe wzmocnienie, tam sznurowadła pracują już regularnie.

Wyżej, w każdym bucie, znajduje się para haczyków na wysokości kostek oraz dwie kolejne, w górnej części cholewki. Wykonano je chyba z mosiądzu, czerwony kolor odsłonił się w miejscach zarysowań przez kamienie. Haczyki przy kostkach są karbowane, co pozwala utrzymać sznurowadła w żądanym położeniu. Możliwe jest mocne ich zaciśnięcie u dołu, a luźne u góry lub odwrotnie.

Sznurowanie butów nie stanowiło problemu. Po ułożeniu stopy i wewnętrznego botka zaciągałem je szybko. Haczyki mają nieduży prześwit, przez co czasem nie trafiałem w nie podczas wiązania. Dzięki niedużym rozmiarom nie zawadzają jednak o spodnie czy przeszkody na szlaku. Przynajmniej w teorii.

Praktyka okazała się brutalniejsza. W drugiej połowie szlaku przez Pireneje, podczas podejścia jakimś stromym piargiem, poczułem nagle dziwny luz w lewym bucie. Wyglądało na to, że sznurówka rozwiązała się. Ale nie, wszystko było na swoim miejscu... oprócz wewnętrznego haczyka, który wyrwał się z cholewki.

Jeden z najbardziej obciążanych elementów, w teorii mocowany do buta solidnym nitem, powinien być pancerny. Pamiętam jak bezlitośnie traktowałem buty, w których chodziłem po dolinach Himalajów czy Pamiru. Tam, mimo trudniejszego terenu i szarpania o kamienie, haczyki i oczka z metalu pozostawały nienaruszone. Tu haczyk wypadł kompletnie niezauważenie, szarpnięcie było na tyle lekkie, że go nie zauważyłem. Po oględzinach widać, że mocowany jest dwoma niedużymi nitami do małej, metalowej płytki, we wnętrza buta. Mocowanie po prostu wypadło z owej płytki i nity przestały istnieć. Na szczęście mogłem przewlec sznurowadło przez otwory pozostałe w cholewce:

http://www.lukaszsupergan.com/arc/arc7.jpg

Kilka dni później, w podobnym terenie (piarg, niewyraźna ścieżka), zahaczyłem noga o kamień i poczułem dziwny luz w prawym bucie. Bliźniaczy, wewnętrzny haczyk wypadł pod niewielkim szarpnięciu.

Nie pamiętam, aby w jakimkolwiek bucie górskim, z dowolnej półki, zdarzyło się coś podobnego. Katowałem różne buty w różnym terenie, pamiętam himalajskie lodowce, gdzie kamienie cięły jak ostrza, a moje Engadiny wyszły z tego obronną ręką. Na Łuku Karpat nie wyrwałem haczyka nawet w butach za 150 złotych. Teraz jednak z łatwością zrobiłem to w butach 8 razy droższych. Jest to zadziwiające sądzę, że mocowanie haczyków w Borach jest po prostu złe, gdyż dwa incydenty, gdy na but nie działała duża siła, trudno wytłumaczyć jako losowe. Jedna z najgorszych niespodzianek tych butów.

Tarcie i zużycie podeszwy

Pierwsze dni używania butów Arcteryxa to polskie, niskie góry. Podeszwa działała dobrze w każdym terenie, trzymając się nawet wilgotnej skały.

Od początku przypadła mi do gustu śródpodeszwa czy może rodzaj wkładki amortyzującej na pięcie. To to szare 'coś' widoczne na zdjęciach na stronie producenta w tylnej części buta. Miękkie tworzywo doskonale tłumi wstrząsy, czego doświadczyłem, biegając w nich kilka kilometrów bez żadnych trudności po asfalcie i kamieniach.

Vibram użyty w podeszwie dawał początkowo bardzo dobrą przyczepność. W łatwym terenie daje nadal, jednak po przejściu połowy Pirenejów przyczepność na wilgotnej skale wyraźnie spadła. Dlaczego? Prawdopodobnie odpowiada za to bardzo szybkie ścieranie się podeszwy.

W hiszpańskich Pirenejach spotkałem na szlaku Polaka mieszkającego w UK. Szedł w butach Scarpa Lite Trek z 2007 roku. Miał w nich zrobioną trasę identyczną do mojej, a jeszcze przed nią grubo ponad tysiąc kilometrów w trakcie różnych wędrówek. Ku mojemu zdumieniu moje podeszwy był starte bardziej, niż u niego, po zaledwie 600-700 km. W obu butach zewnętrzne strony pięt są już wygładzone, a bieżnik na śródstopiu zdarty w 50-70%. Środek prawego buta ma miejsca niemal gładkie. Guma w Borach jest miękka, ale i tak zdumiało mnie, jak szybko znika. Kolejnych 500 km szlaku wygładzi ją na pięcie i w śródstopiu, do czysta:

http://www.lukaszsupergan.com/arc/arc5.jpg

Doświadczyłem podobnego zjawiska na przejściu Karpat, tam jednak niosłem Karrimory za 150 zł. Niskie adidasy, w których przeszedłem z Polski do Hiszpanii, przetarły się po 3000 km. Także i one kosztowały grosze. Ale czy tak samo powinny zachowywać się buty Arc'teryxa za 1250 złotych?

Po zużyciu podeszwy oraz uszkodzeniach cholewki oceniam, że gdybym wybrał się w Borach na kolejny szlak górski, po kilkuset kilometrach te buty przestałyby istnieć, z powodu rozerwanego laminatu i wygładzonych, a być może odklejonych podeszew. Biorąc pod uwagę ich cenę, brzmi to źle.

Botki wewnętrzne

Pełnia rolę wyściółki buta, osłaniają jego membranę i mogą stanowić osobne obuwie np. w pomieszczeniu. Są po prostu rodzajem grubych, wodoodpornych skarpet z dodatkową, cienką podeszwą.

Zaletą botków jest fakt, że mogę używać ich jako butów obozowych czy schroniskowych. Lekkie, miękkie jak kapcie i ciepłe nadają się do tego idealnie. Cienka podeszwa chroni je przed uszkodzeniem. Dwie pętelki ułatwiają zakładanie. Botki dość ściśle, ale nie ciasno opinają stopę i czuję się w nich idealnie.

Co ciekawe, to nie jedyne możliwe ich zastosowanie. Membrana Gore zapewnia wodoszczelność, dzięki czemu mogą być niezłym obuwiem do kajaka. Mogę wyjąć je z buta i wysuszyć na zewnątrz lub włożyć do śpiwora, by tam wyschły. Czas schnięcia jest jednak długi, membrana ogranicza transport wilgoci i w praktyce, gdy zdejmowałem botek wieczorem i kładłem go obok siebie w schronie, rano był jeszcze wilgotny, zwłaszcza wewnątrz.

To obecność botków sprawiła, że postawiłem w Pirenejach tezę, iż są to buty na chłodny i wilgotny klimat. Szczelna, ale oddychająca skarpeta powinna być idealna na mokre góry Wielkiej Brytanii czy Norwegii, na islandzki deszcz czy chłodne wybrzeża Atlantyku. Używając ich dłużej musiałem zweryfikować ten pogląd.

Powód? Botki dość szybko przestały być wodoodporne. Kilkugodzinny deszcz i przejście po mokrej łące w połowie Pirenejów przemoczyły je na wylot. Nie wiedziałem dlaczego i do dziś nie mam pewności. Po ich obejrzeniu mogę jedynie podejrzewać: w miejscach, gdzie but zgina się podczas marszu, materiał botków jest nieznacznie wytarty. Nic wielkiego, zaledwie jaśniejszy ślad. Być może jednak tarcie między skorupą, a ruchomym botkiem wystarczyło, by uszkodzić membranę Gore? Temat wymagałby bardziej skomplikowanego testu i oceny specjalistów. Z faktami jednak nie dyskutuję: oba botki przemakają. Godzina-dwie w intensywnym deszczu i moje stopy są kompletnie mokre.

Niestety, obecność solidnej skorupy buta i membrany w botku powoduje dalsze kłopoty: buty bardzo wolno schną. Gdy dobra pogoda wraca, o ich wysuszeniu w marszu nie ma co marzyć, zajmuje to więcej niż dzień. W dodatku stopa gotuje się wówczas na całego i co godzinę muszę zdejmować buty, by dać jej ochłonąć. Takie regularne przerwy przez cały dzień także nie pomagają. Ostatecznie po każdym przemoczeniu butów szedłem z obtartymi stopami, co godzinę zmieniając skarpety i susząc je na plecaku, by w ten sposób, rotując dwie pary, choć trochę wyciągnąć za ich pomocą wilgoć z botka. Jesienią, w Polsce, przez dwa dni ratowałem się torebkami foliowymi zakładanymi na nogi, do wnętrza botka.

Bliżej Morza Śródziemnego, w ciepłym klimacie, zjawisko to powstawało samo, bez udziału deszczu. Obtarcia i odparzenia były codziennością, gdy w temperaturze 25 stopni stopa ponownie gotowała się w botku. Pewnego dnia, doprowadzony do ostateczności. Zrzuciłem skorupy i 2-3 kilometrowy odcinek asfaltu pokonałem w samych botkach. Ku mojemu zdziwieniu, choć poczułem w końcu upragniony chłód, po godzinie marszu botki nie wyschły w środku ani trochę, choć na zewnątrz było ciepło i sucho, a membrany nie blokowało nic. Wolałbym chyba buty bez membrany. Choć przemakalne, wysychałyby dużo szybciej.

Same botki sprawdziły się nieźle, choć podeszwa w kilku miejscach odkleja się znacząco. I to nie w skutek chodzenia po asfalcie: działo się to już sporo wcześniej:

http://www.lukaszsupergan.com/arc/arc8.jpg

Wodoodporności po kilku tygodniach marszu brakuje, a kilkuwarstwowa konstrukcja wydłuża czas schnięcia. Ogólnie w Pirenejach bardzo tęskniłem za lekkimi i niskimi podejściówkami.

Na koniec

Zadałem sobie pytanie: dla kogo są te buty?

Wyjmowany botek i membrana w nim wskazują na but przeznaczony na mokry teren i wilgotny klimat. Niestety, wodoodporność okazała się iluzoryczna.

Wentylacja powinna zapewniać komfort w suchym i ciepłym klimacie. Niestety, nie daje mu rady, w okolicach 30 stopni, przy intensywnym marszu, stopa odczuwa efekt sauny, a botek jest mokry od potu.

Wędrówki długodystansowe? Względna lekkość buta by na nie wskazywała, ale po przejściu dystansu odpowiadającego polskim Karpatom i Sudetom razem, buty rozchodzą się, a podeszwa jest znacząco cieńsza.

Podejściówki w skalny teren? Wątpliwe, skoro kontakt ze skałą wyrwał w bucie kilka dziur, w tym jedną dużą.

Zima? Poliuretanowo-nylonowa skorupa jest zbyt miękka, by zapiąć do nich raki. Zostają wędrówki w niskich górach. Przemakający botek skutecznie mnie jednak odstrasza. Co w sytuacji, gdy oferowany przez Arc'teryxa botek zimowy także przemoknie z dala od cywilizacji?

Krótkie wycieczki w niezbyt trudnym terenie? Bo chyba to pozostaje. Tylko po co mi buty za 1250 zł, skoro na Babią Górę latem wejdę w takich za 300?

Mój test nie musi być miarodajny, był w końcu robiony tylko na jednej parze. Wydaje mi się jednak bardzo dużym ostrzeżeniem, także dla producenta. Fajnie, gdyby te uwagi dotarły do projektantów, aby wzięli je pod uwagę tworząc nowe wersje. Flagowy but znanej firmy nie może zachowywać się jak byle chińszczyzna, a tak się stało w przypadku Bora 2 Mid GTX. Z całą pewnością ten model Arc'teryxa wymaga radykalnego przemyślenia, zmian i dopracowania. W jaką stronę? Boję się doradzać, moim zdaniem zmiany musiałyby być radykalne, bym skusił się na następcę tego buta.

Cena detaliczna Bora 2 Mid jest porównywalna do pancernych butów alpinistycznych i wyższa niż dobrych modeli do wymagającego trekingu, jak przywoływany już Meindl Engadin. Jaki jest więc sens ich kupienia? Boję się, że w tej chwili... żaden. W moich Engadinach przeszedłem około 1000 km w najwyższych górach świata, często bez ścieżek. Przedreptałem setki kilometrów przez miasta, drogi, ścieżki, pustynie, dżunglę. Przeszedłem ponad 1000 km zimą, w śniegu i mrozie. To wszystko w butach o 300 zł tańszych od Bora 2, które po przejściu znacznie krótszego dystansu, w łatwiejszym terenie i tylko jeden, krótki sezon, wyglądają tak samo źle.

Buty, w których zamierzam zrealizować moje tegoroczne przygody, to lekkie treki, po których spodziewam się, że przejdą ze mną co najmniej 2000 km. Ich cena detaliczna to 500 zł. 2 i pół raza mniej niż Arc'teryxy.

Robienie rewolucji w segmencie obuwia jest trudne. Wymyślenie czegoś radykalnego i dobrego zarazem wymaga dużej odwagi i pomysłowości. W przypadku Bora 2 zmiany są radykalne, ale skończyły się, moim zdaniem, źle. Widząc wszystkie wady jakie wykazał mój test, nie skusiłbym się na niego nawet za darmo, co stwierdziłem z wielkim żalem, kończąc grań Pirenejów.

Zalety:

-odporność na kontakt ze skałą, przynajmniej w przedniej części buta
-możliwość użycia wewnętrznych botków jako obuwia obozowego
-i sam nie wiem co jeszcze

Wady:

-rozklejanie laminatu i odklejanie podeszew
-szybko ścierająca się podeszwa
-niska wytrzymałość tkaniny nylonowej
-słaba wodoodporność mimo teoretycznie bardzo dobrej membrany
-brak wentylacji i bardzo wolne usuwanie wilgoci z wnętrza buta
-słabe osadzenie haczyków do sznurowadeł
-odklejająca się podeszwa w botkach
-cena!

Kontakt | System CMS by OpenSolution | Zobacz również Opiniuj.pl