[NGT.pl] Niezależna Grupa Testingowa

Black Diamond Distance FL

Akcesoria » Kije

* Dostępne w trzech wariantach:
1. długość 95-110 cm
- waga 430 g
- minimalna długość 33,5 cm
2. długość 105-125 cm
- waga 445 g
- minimalna długość 37 cm
3. długość 120-140 cm
- waga 460 g
-minimalna długość 42 cm
* Wymienne widiowe groty
* Kije 3-sezonowe

rytmar

rytmar
2013-08-30 14:03
Black Diamond Distance FL Black Diamond Distance FL

Test dotyczy wersji 105-125 cm.

Zgodnie z obietnicą, taki mini test dla naszego forumowego zajączka :)
Będzie troszkę mini, bo kijki są mojej żony, a ja (poza pierwszym tygodniem ich bytności u nas) używam je sporadycznie - czasami zamieniamy się z małżonką badylami dla porównań. Mam jednak informacje "z pierwszej ręki" i przez cały czas ich użytkowania miałem i mam je "na oku" :)

O genezie.

Kijki Black Diamond Distance FL pojawiły się u nas dość niespodziewanie i poniekąd z konieczności. W tym czasie w mojej głowie powstała koncepcja zakupu lekkich, kompaktowych kijów, jako bardziej praktycznych w czasie dalekich wojaży, czego efektem był zakup Campów Xenon Trek. Żona do moich nowych kijów, a może i do całego pomysłu, nastawiona była raczej ostrożnie - postanowiła poprzyglądać się nieco, zanim zdecyduje, czy takie coś byłoby dla niej.
W Campach zupełnie nie odpowiadał jej brak możliwości zmiany długości. Ona lubi regulować kijki zależnie od pochyłości terenu.
Pojawiły się wtedy w naszych sklepach pierwsze kijki Black Diamond z serii Z-Pole: Distance i Distance FL. Te drugie oglądaliśmy nawet w Horyzoncie, ale cena bliska 450 zł i sceptycyzm żony do całego pomysłu, o którym wspomniałem wyżej, nie zachęcały do zakupu. Pozostał pomysł - zakup został odłożony. Jak się okazało nie na długo.
Pojechaliśmy w Tatry na taki tygodniowy wypad. Ja z moimi Campami, które tam miały się wykazać i przekonać żonę do koncepcji przeze mnie wałkowanej. Xenony niestety rozsypały się już na samym początku, o czym jest w ich recenzji:
http://ngt.pl/1312,camp-xenon-trek.html
Tak, wiec zostałem bez badyli na resztę wyjazdu, bo "przezornie" nie wziąłem innych :(
Trzeba było coś kupić. Ale przecież nie kupimy kolejnych "normalnych" kijów, bo takie mamy w nadmiarze. Namówiłem więc szanowną połowicę na BD Distance. Miały być dla mnie, bo Campy początkowo chciałem oddać w ramach reklamacji. Skoro dla mnie, to szukałem wersji bez regulacji długości - te są lżejsze. Niestety w Zakopanem, w jednym tylko sklepie, mieli BD Distance - tylko w wersji FL. No to trza było brać te :)

O budowie.

Rączki całkiem udane. Ukształtowane podobnie jak w modelu BD Trial, choć troszkę węższe, jakby bardziej do kobiecej dłoni (?). Nie są tak mocno profilowane, ale w praktyce całkiem wygodne. Pianka EVA, z której są wykonane ma standardową dla innych badyli BD twardość, czyli wg powszechnej opinii jest akurat :). Pod uchwytem jest przedłużka umożliwiająca szybki "krótszy chwyt" - nie za długa, tylko kilka centymetrów, ale jest. Są to gripy proste, czyli nie pochylone w żaden sposób, jak w niektórych modelach z uchwytami "anatomicznymi". Nie znaczy to, że te są nieanatomiczne - są po prostu normalne :).
Paski dość szerokie z delikatną, cieniutką ledwie wyczuwalną wyściółką. Mocowane są do kijków za pomocą linek i pokryte odblaskowymi wzorami. Można je regulować za pomocą rzepa. Są też oznaczone, jako prawy i lewy. Myślę, że te oznaczenia odnoszą się do pasków właśnie, wyróżniając ich nieco odmienny kształt, bo gripy obu kijków wydają się być identyczne.

Od razu nie spodobały mi się w BD te stałe talerzyki, a właściwie to całe dolne końcówki. Mają one tak małą średnicę, że nie ma możliwości naciśnięcia żadnych innych talerzy, co dla mnie wykluczało użycie tych badyli w zimie. Od razu też zacząłem knuć, jak ten problem rozwiązać, bo skoro kije miały być używane w dalekich wyprawach, to i najczęściej w wysokich górach, gdzie śniegu nie brakuje. Dodatkowo łapiąc palcami za grot, dość łatwo dało się wyginać całą końcówkę.
Fajnym natomiast pomysłem wydały mi się wykręcane groty. W razie zużycia nie trzeba będzie męczyć się ze zbijaniem całej plastikowej końcówki i nabijaniem nowej.

Rewelacyjnie też działa system rozkładania kijków. Toż to bajka. Jedno pociągnięcie i badyl stoi. Chyba nic lepszego nie da się tutaj wymyślić. Składanie to już normalnie - trzeba te segmenty porozkładać i też klipsa regulującego długość zwolnić, aby całość pozwijać. Nic skomplikowanego, ale też żadnych rewelacji.
Aby tak superowo można było kijki rozkładać, linka łącząca całość zatopiona jest w jakimś tworzywie, które w miejscach wejścia do rurek uformowane jest stożkowo. Te stożki naprowadzają na siebie poszczególne elementy, ułatwiając ich płynne nasunięcie, kiedy pociągamy za całość naciągając linkę. Ten sam system stosuje BD w swoich sondach lawinowych, z tym że tam sznurek wewnętrzny jest zapinany u góry sondy, a w omawianych kijkach linkę blokuje sprężysty bolec wyskakujący w odpowiednim momencie, aby zahaczyć się o krawędź górnej rurki. Niczego nie trzeba samemu zapinać, przypinać, blokować. Całość działa samoczynnie i wyśmienicie.
Gdyby po czasie wewnętrzny sznurek się rozciągnął, jest dostępny mechanizm regulacyjny, gdzie wkręcając jeden gwint w drugi można bezproblemowo zebrać nadmiar linki. Można też rozkręcić ów mechanizm i tym samym rozłożyć cały kijek na osobne elementy.
Trochę sporo tego plastiku, ale puki co jest dobrze. Nic nie pękło, nic się nie ukruszyło, nie złamało. Linka też nie naciągnęła się wcale, a kijki są używane intensywnie, latem i zimą, bo od kiedy stały się własnością żony, przestała ona używać innych.

Każdy kijek składa się z trzech aluminiowych elementów, a właściwie czterech, bo element najwyższy jest dwuczęściowy: część z gripem i wysuwana rurka służąca zmianie długości. Dolne fragmenty mają równą długość, ok. 30 cm, ale ten górny jest dłuższy - maksymalnie skrócony nie chce być mniejszy niż na 36,5 cm. To on właśnie określa minimalną długość kijków po ich złożeniu. Rurki mają też różne średnice - od niemal 18 mm na samej górze, do zaledwie 10 przy dolnej końcówce. Każdy element z jednej strony jest odpowiednio przewężony i zaślepiony elastycznym stożkiem uwieńczonym wystającą z niego linką. Tą stroną rurka wprowadzana jest do sąsiedniej, co odbywa się sprawnie, bez żadnych zahaczeń, czy oporów. Wszystko jest ładnie spasowane i dopasowane :)
Kiedy usłyszymy charakterystyczny "pstryk" oznacza to, że zapadka blokująca linkę jest na swoim miejscu i ruchome dotychczas elementy kijka są sztywno połączone. Można napierać. A...jeszcze klips ustalający długość. No tak, trzeba go zapiąć, wcześniej ustalając dogodną długość kijka. Niestety przy każdym składaniu klips musi być luzowany, bo inaczej złożone kijki są długie i pryska ich czar - tych co to wszędzie wejdą:). Te dodatkowe manipulacje przy zapadce to cena za większą wszechstronność Distance FL od wersji bez Flicklock. Drugą ceną jest większa waga. FL ważą 445 g dla wersji 105 - 125 cm ( taką tutaj omawiam), a te drugie zaledwie 340 g dla wersji 110 cm i 360 g dla 120 cm. Oczywiście mówię tutaj o wadze pary kijków.
http://www.tinyurl.pl/?GLiKwq2R
No, ale w FL możemy regulować długość w zakresie prawie 20 cm (zmierzone 19cm) co na przykład moje żonie bardzo odpowiada.

O użytkowaniu.

Black Diamond Distance FL są używane przez moją żonę ponad rok. Jak wspomniałem, tak bardzo przypadły jej one do gustu, że używa tylko tych. Aby umożliwić użytek zimowy, spiłowałem dotychczasowe stałe talerzyki, a na powstałą w ten sposób gładką powierzchnię nacisnąłem odpowiednio przycięte, pozbawione grotów końcówki BD. Nie było to łatwe, bo średnica całości była nieco większa niż wymagana, ale udało się i teraz mogę na Distance zakładać dowolny talerz z oferty Black Diamond. W praniu okazało się, że mimo wszystko pozostałe poniżej talerzyków końcówki są krótkie i w pewnych warunkach, w mocno zmrożonym śniegu, przy dużej pochyłości nie zawsze odpowiednio trzymają. Teraz BD wypuścił na rynek podobne kijki, ale z normalnymi końcówkami, umożliwiającymi ich całoroczne używanie. Niestety są one cięższe od wersji dotychczasowej:
http://www.tinyurl.pl/?S9IwtwmR
Poza tą drobną niedogodnością z kijków jest Ewa (żona) bardzo zadowolona. Lżejsze, mniej męczą wątłe dziewczęce ramiona :), przy tym wystarczająco sztywne i pewne w podparciu. Największy zachwyt budzi jednak łatwość i szybkość ich rozkładania, oraz rozmiar po złożeniu. Można je upchać wszędzie i problem sterczących badyli, które przeszkadzają choćby w zakopiańskich busach, przestał istnieć. Mieszczą się do małego nawet plecaka i spokojnie mogą być zabierane, czy to pod ścianę, czy na atak szczytowy, gdzie głównym narzędziem jest czekan.
Distance były używane w Tatrach, w Karkonoszach i w Andach. W Alpy jeszcze nie pojechały, bo pojawiła się kontuzja i całe plany poszły się paść :)

O wodzie.

Kijki nie były używane przez ostatnie dwa miesiące, bo żona uszkodziła sobie kolano, potem operacja i teraz rekonwalescencja. Dopiero niedawno zachęcony pisanym testem zdjąłem je z półki, aby obejrzeć i cóż się okazało. Na częściach wchodzących jedna w drugą pojawiła się korozja spowodowana wilgocią. W kijkach nadal było sporo wody. Jakimś sposobem dostała się ona do wnętrza plastikowej otoczki linki spinającej całość. Dopiero odkręcenie grotów pozwoliło na odpływ wody. Bardzo to dziwne. Kijów trekingowych używam od 2005 roku i nigdy z czymś takim się nie spotkałem. Jeśli pojawiała się jakaś korozja to był to zaledwie drobny nalot wysypujący się z wnętrza w postaci pyłu. Nigdy specjalnie nie przejmowałem się ich konserwacją, bo nie było takiej potrzeby. Nawet mokre kije leżąc sobie w domu, spokojnie wysychały. Te są mokre od ponad 2 miesięcy i byłyby nadal, gdyby nie moja interwencja.
Distance były ostatnio używane w Karkonoszach, gdzie przez pełne dwa dni padał mocny deszcz. Wody było dużo i mogła się nalać do wnętrza choćby poprzez otwory w gripach, gdzie przechodzi linka mocująca paski nadgarstkowe. Wydawać by się jednak mogło, że każda z rurek zabezpieczona od góry plastikowym stożkiem jest zabezpieczona przed wilgocią. Jakimś jednak sposobem woda wpłynęła do wnętrza linki spinającej całość, do tej otoczki wokół sznurka i tym samym wypełniła też wnętrze rurek. Cała ta linka jest mocowana na górze, gdzieś tam głęboko pod uchwytem i nie wiem, jak to tam wygląda. Może też wspomniane stożki nie są na tyle szczelne, aby uniemożliwić wpływ wody, ale przecież górna rurka nachodzi na dolną, więc woda powinna spływać na zewnątrz, nie do wnętrza.
Problem dotyczy obu kijków, więc opisana sytuacja nie jest raczej wynikiem jakiegoś uszkodzenia, wady, czy niedoróbki. Wygląda na to, że jest to cecha - ten typ tak ma. Trzeba będzie się badylom przyglądać po każdym dłuższym kontakcie z wilgocią i usuwać wodę, gdyby gdzieś tam się zgromadziła.
Ogólnie problem mały - bardziej niedogodność niż wada. Dotychczasowe używanie letnie i zimowe nigdy do podobnej sytuacji nie doprowadziło. Dopiero rzeczywiście deszczowe cioranie dało powyższy skutek.

O tym co fajne, a co nie.

Wady:
* nie są to kijki 4 sezonowe
* na stałe zamontowane talerzyki
* konieczność zwiększonej uwagi po użytku w deszczu
* niestety cena

Zalety:
* niezła waga
* świetna pakowność
* genialny sposób rozkładania
* wymienne groty
* możliwość zmiany długości
* wysoka jakość wykonania

Zdjęcia mam nadzieję pomogą w lepszym zrozumieniu opisu :)

http://ngt.pl/users/rytmar/?kijki-black-diamond-distance-fl,11

Kontakt | System CMS by OpenSolution | Zobacz również Opiniuj.pl